"Weekendowe wycieczki" - Hel

"Weekendowe wycieczki" - Hel

Witam wakacyjnie wszystkich Czytelników! :)

Dziś pierwszy wpis w nowym podróżniczym cyklu - "Weekendowe wycieczki". Będzie to cykl, w którym będę prezentować atrakcje i miejsca na wakacyjny rodzinny weekendowy odpoczynek.

Od zawsze jestem fanką wycieczek po Polsce. Fascynujące jest odkrywanie tych miejsc, chodzenie z mapą i poznawanie nowych ścieżek.

Dziś odbędziemy pierwszą podróż i to na sam początek Polski - Hel.


Hel to miasto turystyczne. Posiada kąpielisko, ośrodek rybołówstwa oraz port wojenny. A skąd nazwa tego miasta? Otóż w języku staropolskim "hel" oznacza "wydmę, pustkowie, cypel". To oczywiście tylko jedna z teorii.
Zawsze wybierając się w tą okolice, z Gdyni wyjeżdżamy ok 8:00 rano. Na miejscu jesteśmy około godz. 9:00. Niestety, jadąc z Gdyni, napotykamy roboty drogowe we Władysławowie.

Gdy dojedziemy na miejsce i znajdziemy miejsce do parkowania wyruszamy na pierwsze oględziny miasta. Po wypitej kawie, herbacie i zjedzonym śniadaniu (pierwszym lub drugim) - pierwszy punkt wycieczki.

1. HELSKIE FOKARIUM  

Bez wątpienia atrakcja dla każdego dziecka, ale i dorosłego. W tym roku wstęp kosztuje 5 zł. Wizyta w muzeum z wystawą "Ssaki naszego morza" dodatkowe 1 zł.
Bez wątpienia jest to bardzo ważne miejsce dla fok. Jest to placówka naukowo - badawcza, w której odtwarzają kolonię foki szarej oraz rehabilitują i leczą foki znalezione na wybrzeżu.
Wielką atrakcją jest karmienie oraz ćwiczenia fok, które w sezonie letnim odbywają się o godzinie: 11:00, 14:00 i 17:00.

Dla tych którzy po powrocie do domu, zatęsknią za ich widokiem -  polecam foki online.

2. DOM MORŚWINA

Morświny to gatunek, który wymaga naszej ochrony. Jest jedynym takim gatunkiem zamieszkującym na stałe Bałtyk. Dom Morświna to mikro - muzeum, w którym pokazane są jego problemy z przetrwaniem.
Otwarte od poniedziałku do niedzieli od 11:00 do 15:00.

3. MUZEUM RYBOŁÓWSTWA 

W samym centrum miasta w poewangelickim kościele mieści się właśnie Muzeum Rybołówstwa. Niestety z powodu remontu jest ono zamknięte. Można podziwiać z daleka budyek i kilka eksponatów znajdujące się na zewnątrz.

4. REJON UMOCNIONY HELU

Z pewnością ten  militarny szlak, będzie atrakcją dla starszych dzieci. W Muzeum Obrony Wybrzeża możemy podziwiać obiekty niemieckiej artylerii nadbrzeżnej "Schleswig Holstein".
Oprócz wizyty w Muzeum w drodze na cypel warto obejrzeć bunkry oraz latarnię morską, która znajduje się na końcu Półwyspu Helskiego. Wysokość wieży to aż 41,50 m. W lipcu i sierpniu latarnię można odwiedzać w godzinach: 10:00 - 14:00 oraz 15:00 - 19:00.

5. PORT MORSKI 

Spacer po porcie morskim pozwoli nam oglądanie pracujących łodzi oraz luksusowych jachtów.


6. Cypel

Bez wątpienia najważniejsze miejsce do zobaczenia. Można do jechać tam meleksem lub pójść piechotą. Jest to przepiękne miejsce z dokładnie opisaną roślinnością. Umieszczone tam tablice informacyjne poszerzają wiedzę turystów w zakresie ekologii. Na dodatek w oddali, mamy możliwość, obejrzenia dzikiej plaży. Jeśli będziemy mieli szczęście, zobaczymy wygrzewające się na słońcu foki.



7. Ul. Wiejska

Tak nazywa się właśnie główna ulica Helu. Przy niej położone są głównie restauracje serwujące oczywiście rybkę oraz popularne dania dla dzieci.

8. Spacer bulwarem oraz Parkiem Wydmowym

A na koniec naszej wycieczki po Helu proponuję spacer odnowionym bulwarem. Z brązowymi ławeczkami, fontanną, piknikowymi ławeczkami oraz oczywiście pięknym widokiem na morze.




Idąc dalej bulwarem, dojdziemy do Parku Wydmowego. Jest to miejsce, w którym występują prawdziwe wydmowe rośliny.

A jeśli będzie Wam mało... w drodze powrotnej polecam zatrzymać się za Kuźnicą. Tak jest mały parking i widokiem na Zatokę...


... a jak przejdziemy przez tory i lasek czeka już tylko otwarte morze.


Nie sposób opisać wszystkiego o tych miejscach, dlatego też zostawiam Wam coś do odkrycia. Mam nadzieje, że zamieszczone tu informacje będą przydatne i chociaż trochę zachęciłam Was do odwiedzenia tych miejsc.

Szerokiej drogi i udanych wycieczek! :)
Recenzja książki Izabelli Klebańskiej "Jak dżdżownica Akolada o muzyce opowiada".

Recenzja książki Izabelli Klebańskiej "Jak dżdżownica Akolada o muzyce opowiada".

Muzyka... temat rzeka. To nie tylko słyszalne dźwięki, a szereg małych składowych, które tworzą nie jaką tajemnicę. Słuchając muzyki oceniamy już efekt końcowy.
Kiedy podczas rozmowy z innymi ludźmi, okazuje się że mam bardzo dużo wspólnego, od razu padają takie słowa: " ja to nic z muzyki nie pamiętam", "nie znam nut", "czarna magia". A ja wtedy zawsze pytam... jeśli chciałeś czytać książki - nauczyłeś się czytać i poznałeś litery, a jeśli chcesz słuchać muzyki poznaj muzyczne określenia i nuty. 

A z racji tego, że "czym skorupka za młodu nasiąknie..." proponuje rozpoczęcie nauki muzyki od małego. Jedną z ciekawych pozycji książkowych, jest polecana w poprzednim poście, książka Izabelli Klebańskiej "Jak dżdżownica Akolada o muzyce opowiada". 

Akolada to bardzo sympatyczna dżdżownica. A jej imię pochodzi od jej ulubionego zajęcia. Mianowicie uwielbia opierać się o pięciolinię i słuchać muzyki. Akolada to właśnie ta pionowa klamra łącząca wszystkie położone nad sobą pięciolinie. 

W książce znajdują się krótkie, rymowane wierszyki. Dodatkowo Akolada z czytelnikiem prowadzi dialog. Poruszone są w niej tematy takie jak: powstanie muzyki, akcent, wagi nut, pauzy, klucz wiolinowy i basowy, nazwy nut, oktawa, krzyżyk, bemol, kasownik, dwudźwięki, trójdźwięki, piano, fortissimo, mormorando, metronom, dysonans i konsonans, legato, filharmonia, batuta.... ufff... Tak dużo tego. A dodatkowo wszystko zaprezentowane także w wersji obrazkowej na pięciolinii. Na końcu książeczki znajduje się także słowniczek, który pomaga w zrozumieniu wszystkich tych trudnych nazw.

Polecam tę książkę dlatego, że od dorosłych czytelników nie wymaga wielkiej wiedzy o muzyce. Wszystko jest tak przedstawione ( i kolorowe) i wytłumaczona, że umożliwia wspólne zgłębianie tej tajemnej wiedzy. 

A tę recenzję zakończę trochę sztandarowo, ale cóż mam zrobić jeśli to sama prawda. Książkę z całego serca polecam nauczycielom, pedagogom i rodzicom. Niech muzyka będzie z nami! 


A czy Ty znasz już wszystkie nuty?

A czy Ty znasz już wszystkie nuty?

Mam wrażenie, że w szkole edukacja muzyczna jest raczej koniecznością niż rozwijaniem dziecięcych zainteresowań. Zapoznajemy się z melodią piosenki, rytmem, słowami... i śpiewamy. A jak to wygląda od drugiej strony i po co nam właściwie umiejętność czytania nut?

Nuty są jak litery w czytaniu. To właśnie one mówią nam w jakim tempie to grać, bo przecież słowo "szybko" dla każdego oznacza co innego. Każdy odebrał by je inaczej - według własnego odczucia.

Nuty dla jednych nic nie znaczące krzaczki, a dla innych zapisane dźwięki. Takiej melodii, w której wszystko jest potrzebne i nie ma zbędnego elementu. Jeśli nie zagramy nuty jak jest napisane melodia po prostu przestanie się układać.

Naukę nut zaczynamy ich mieszkania czyli pięciolinii. Koniecznie trzeba sprawdzić czy jest ich na pewno pięć, następnie zapoznajmy się z kluczem wiolinowym. Przy rysowaniu klucza na tablicy natchnęło mnie na zrobienie z niego szlaczka. Dzieciaki będą ćwiczyć zawijasy i miejsce na pięciolinii.
Poznawanie dźwięków od poznania systemu solmizacyjnego ( do, re, mi, fa, sol, la) i systemu literowego (c, d, e, f, g, a, h).



Oczywiście zaczynamy od szeregu diatonicznego czyli tego podstawowego. Szereg chromatyczny jest troszkę trudniejszy, z uwagi na większą ilość dźwięków. Więc... na jakimś instrumencie lub aplikacji w telefonie (ah ta technologia :) ) gramy właśnie szereg diatoniczny i śpiewamy, ucząc się przy tym nazw dźwięków. Następnie pokazujemy palcem, gdzie mieszka nasza nuta.

I... to by mogłoby być na tyle, chyba że tak bardzo spodoba nam się muzyka, że będziemy chcieli zagłębić się w to bardziej. Przydatna z pewnością będzie taka oto książeczka - "Jak dżdżownica Akolada o muzyce opowiada" Izabelli Klebańskiej (Wydawnictwo Literatura).




Przygodę z Akoladą zaczynamy od poznania jej miejsca zamieszkania, a przy okazji tworzymy jej portret.





I tak oto Akolada dołączyła do naszej grupy! :) Więcej o książce napiszę w następnym poście! :)
Moje pierwsze spotkanie! MAYbeBeauty!

Moje pierwsze spotkanie! MAYbeBeauty!

Bardzo lubię wszelkie spotkania... nie spiesząc się nigdzie, pijąc dobrą kawę można porozmawiać o wszystkim. Wtedy nie martwię się upływającym czasem oraz stertą zadań jakie piętrzą się ostatnio na moim stole. Spotkania w kobiecym gronie są specyficzne i nikt w to nie wątpi. Dziś słów kilka o spotkaniu, które odbyło się w sobotę 16.05.2015 r. w Modern Cafe mieszczącej się w Galerii Szperk w Gdyni.
Nie ukrywam, początkowo ogarnął mnie lekki stres, gdyż było to moje pierwsze spotkanie, ale tak szybko jak przyszedł - tak szybko poszedł. Oczywiście w moim przypadku nie obyło się bez kawy :)



Było dużo śmiechu, zabawnych historii.. ale także wiele praktycznych informacji dotyczących prowadzenia bloga. Miałyśmy także kreatywne zadanie domowe, którym wymieniałyśmy się między sobą.


A poza tym było tak:










Bardzo serdecznie dziękuję za to spotkanie i za te wiadomości także po spotkaniu. Uściski ślę także dla Moniki, dzięki której mogłam w tym spotkaniu uczestniczyć. Do następnego

A oto wspaniałości jakie dostałyśmy:



A z racji ogromu kosmetyków do testowania w budowie jest już siostrzany blog :) Szczegóły wkrótce :)
...mam nasionek pół koszyczka.

...mam nasionek pół koszyczka.

Dziś swój wpis rozpocznę od zacytowania chętnie śpiewanej wiosną piosenki przez dzieci.
A więc tak:


"Jestem sobie ogrodniczka, 

mam nasionek pół koszyczka. 
Jedne gładkie, 
drugie w łatki, 

a z tych nasion będą kwiatki. 

Kwiatki - bratki i stokrotki 
dla Malwinki, dla Dorotki. 
Kolorowe i pachnące, 
malowane słońcem. 

Mam konewkę z dużym uchem, 
co podlewa grządki suche, 
mam łopatkę oraz grabki, 
bo ja dbam o swoje kwiatki".


Nadeszła w końcu wyczekiwana wiosna, a w raz z nią nadzieja na cieplejsze dni i ciągle obecne słońce. 

Dlatego dziś kilka słów o tym jak założyć swój eko ogródek na balkonie! :)
Potrzebujemy przede wszystkim chętne ręce, nasionka (kwiatów i warzyw),kubeczki po jogurtach/serkach lub rozsadnik, ziemię do pikowania oraz wodę. 

Do kubeczków po jogurtach/serkach lub rozsadnika wypełnionych zwilżoną ziemią, wkładamy po ok. 5 nasionek, np. pomidorów, natki pietruszki, sałaty. 


Następnie przykrywamy je małą ilością ziemi. Podlewamy zraszaczem... i koniec! :) Podlewamy systematycznie.... a 5 dnia zdziwi nas taki oto efekt: 






Następnie czekamy aż podrosną i przesadzamy pojedynczo do większego pojemnika. Po 15 maja wystawiamy na balkon - pamiętając o nawożeniu i podlewaniu. 

Oprócz pomidorów możemy posadzić różne rodzaje sałat oraz natkę pietruszki: 

A na koniec podzielę się z Wami swoim pomysłem na stylową doniczkę z kobiałki po truskawkach. Można ją oczywiście dowolnie pomalować, ja coś nie mogę się zdecydować na kolor :)


Jeżeli spodoba się Wam balkonowe ogrodnictwo po więcej informacji zapraszam na blog: www.slonecznybalkon.pl. To już mój drugi balkonowy sezon! :) Powodzenia! :)


Poczytajmy Mamo i Tato!

Poczytajmy Mamo i Tato!

Dziś, już nie potrzeba rodzicom przypominać, że czytanie jest ważne. Dlatego... w dzisiejszym poście kilka pomysłów na urozmaicenie czytania :)

1) Zakładka - nic lepszego nie pomaga w czytaniu, jak własnoręcznie zrobiona zakładka. Nie musi być skomplikowana plastycznie. Oto pomysł na szybką i kolorową zakładkę:




2) Opowiadanie - zamiast czytania treści książki poopowiadajmy to, co dzieje się na obrazkach. Jest to cudowna alternatywa dla książek, które już dokładnie znamy.

3) Czytanie do pewnego momentu... - czytamy dziecku historię do pewnego kluczowego momentu, następnie pytamy dziecko: Jak myślisz, co teraz mogłoby się wydarzyć? Co mogłoby się dalej stać z głównym bohaterem? Swój pomysł, dziecko może namalować kredkami lub farbami.

4) A może stworzyć własną książkę? - z ulubionych kolorowanek dziecko wycina postacie, dla których później tworzy swoją własną historię. Dzieci w takiej pracy twórczej znikają na długie godziny :)


5) Spis przeczytanych książek - Wraz z dzieckiem wybieramy gruby zeszyt, który będzie naszym "książkowym pamiętnikiem". Dla jednej książki poświęcamy jedną kartkę. U góry strony piszemy numer książki w naszym spisie, następnie piszemy tytuł i autora. Na całej kartce dziecko (lub rodzic wraz z dzieckiem) maluje scenę z książki, którą najbardziej pamięta lub samego głównego bohatera lub przerysowuje okładkę książki.
Na początku, tworzenie takiego spisu, wymaga dużej ingerencji dorosłego. Jednak z czasem dziecko będzie mogło same już wszystko zapisać i narysować. Wraz z wiekiem dziecka możemy doklejać kolejne zeszyty. Taki rodzaj książkowej zabawy pomaga dziecku powiązać treść książki z tytułem i  nazwiskiem autora, nie wspominając o dobrej zabawie :)

A Wy, w jaki sposób urozmaicacie czytanie książek? ;)
Zakrętki...

Zakrętki...

Kolorowe, duże, małe, wysokie, niskie... takie mamy właśnie do dyspozycji zakrętki od butelek. Często zbieramy je, aby pomóc osobom niepełnosprawnym - jednak czemu się nimi też nie pobawić ;)

Oto nasze sprawdzone zabawy:
1) Segregowanie - wszystkie uzbierane zakrętki wyrzucamy na środek pokoju. Segregujemy według wybranego kryterium: kolorów lub wielkości.

2) Układanie napisów - zabawa interesująca w szczególności dla dzieci, które uczą się liter. Wraz z rodzicem dziecko układa, np. imiona bliskich osób. Potem możemy pobawić się w odczytywanie ułożonym przez siebie liter.


3) Układanie obrazków - układanie zaczynamy od prostych rzeczy, np. kwiatków. Zdarza się, że sposób jego ułożenia trzeba dziecku zaprezentować - jako przykład.


A potem układamy co tylko nasza głowa może sobie wyobrazić. Nie muszą być to tylko same kształty, możemy także wypełnić ich środek.

My dziś budowaliśmy zamek ;)


Zachęcam do zakręconej zakrętkowej zabawy! ;)
Copyright © 2014 Kulturalne Maluchy , Blogger